wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział 1

Nudne, nudne, nudne, nudne życie... Nienawidzę go. Czasami mam ochotę rzucić się z mostu lub pociąć się żyletkę. Ale cóż mogę na to poradzić. Najwyraźniej Bóg tak chciał. Chciał abym to ja była uwięziona w tym ciele, z taką, a nie inną rodziną. Moja matka , Debi Morgan rozwiodła się i wyszła za mąż ponownie za mojego ojczyma JZ Morgana. Ja i mój 19-letni brat Drew , przyjęliśmy jego nazwisko. Ja miałam wtedy 7 lat. Po upływie roku moja mama urodziła kolejne dziecko, moją przyrodnią siostrę Susan. Obecnie ma 8 lat. Cała rodzina jest bardzo religijna, co może na prawdę zirytować . Według moich rodziców , nawet jak jestem chora muszę iść do kościoła. Ostatnim razem , jak miałam zapalenie oskrzeli i leżałam w szpitalu, to mój ojczym załatwił jakieś pastora , aby udzielił mi mszy świętej.
Mojego biologicznego ojca nie pamiętam. Czasami w mojej głowie ujawniają się jakieś niewyraźne obrazy z przeszłości. Jednak nie są one na tyle wyraźne  by rozpoznać tatę gdy idzie np.przez ulicę. Chciałabym go spotkać. Porozmawiać. Ale mama mówi mi, że to zły człowiek i nie warto mi się z nim zadawać. Ja jej nie wierzę. Ona sądzi, że nie kłamię, a ja czuję się ciągle oszukiwana. To okropne. 
Dobra! Koniec! Przecież nie muszę myśleć o moim dennym życiu cały wieczór, prawda? Wolę go spędzić trochę inaczej. 
Wstałam z łóżka i usiadłam przed komputerem , gdy nagle usłyszałam krzyk mamy. 
- Kasedy! Kolacja!- po tych słowach natychmiast zeszłam na dół po schodach i zajęłam moje stałe miejsce przy stole. Obok mnie usiadła Susan, na przeciwko rodzice,  ale brakowało jeszcze Drew. 
- Gdzie twój brat znowu się podziewa? Tak jest prawie codziennie. Ani razu nie możemy zjeść w spokoju rodzinnej kolacji - mówiła zirytowana matka. Z jednej strony ma rację, ale z drugiej, wciąż traktuje go jak dziecko , którym nie jest. Ma 19 lat i ma prawo wyjść z domu kiedy tylko chce i nie musi się nikomu tłumaczyć.- Wiesz może gdzie mógł pójść?
- Nie, przykro mi. Może wyszedł gdzieś z kumplami. Ale nie jestem pewna. - odpowiedziałam
- Co ty gadasz Kase ? On na pewno wyszedł gdzieś z jakąś dziewczyną. Gdy byłam u niego w pokoju , to widziałam dużo zdjęć z prawie gołymi dziewczynami. Pewno co wieczór inną zabiera na kolację. - odezwała się Susan. Teraz chyba trochę przegięła. Rozumiem, że ona może myśleć, ze te plakaty to zdjęcia od dziewczyn Drew, ale tak na serio to tylko plakaty z Play Boya. Teraz pewnie brat będzie mieć nieźle przesrane u rodziców. 
- Przestań Susan! - warknęłam - Na pewno ci się przywidziało. Nasz brat ma już dziewczynę, a te zdjęcia to bzdura. Poza tym jak udało ci się wejść do jego pokoju skoro zawsze zamyka go na klucz?
- To proste! Raz gdy brał prysznic , zapomniał zamknąć drzwi. - odpowiedziała.
- Po co tam wchodziłaś Susan Loren Morgan? - zapytała zirytowana mama. 
-  Bo Drew zabrał mi lalkę . Chciałam ją odzyskać i poszłam po nią. 
- Mam taki dziwny pomysł. Może byśmy tak zabrali się za tą kolację co? Dajmy już spokój Drew. Widocznie sądzi, że w tym wieku ma do wszystkiego prawo. Nie będziemy przecież na niego czekać. - zaproponował ojciec. 
Wszyscy zaczęli jeść. Na stole był kurczak, sałatka, chleb oraz wszystko z czego można zrobić kanapkę. Ja zrobiłam sobie tylko jedną kromkę z szynką i z serem. Jedliśmy przez około pół godziny, gdy nagle usłyszeliśmy dźwięk otwierających się drzwi. Był to Drew. Zdenerwowany rzucił kurtkę na kanapę i usiadł do stołu. Rodzice spojrzeli na niego z rozczarowaniem.
- Co to za zachowanie Drew Matiasie Morganie! Nie wychowaliśmy cię tak! - krzyknęła matka - Z resztą gdzie byłeś!? Już prawie skończyliśmy rodzinną kolację.
- Kogo obchodzi jakaś głupia rodzinna kolacja?! Mam ważniejsze rzeczy do roboty. - syknął. Sądzę, że trochę przegiął. 
- Drew..-zaczęłam, ale on nie dał mi skończyć.
- O co chodzi Kasedy! Mam rację. Za trzy lata i ty będziesz mieć w dupie nasze ' rodzinne kolacyjki ' .
- Drew ! - krzyknął ojciec. 
- Co w ciebie wstąpiło synu. Nigdy tak się nie odzywałeś. Z resztą zostaw Kasedy w spokoju. Nie zasłużyła na to by ją tak traktować. - powiedział mama.
- Ale o co wam wszystkim chodzi ?! -krzyczał coraz głośniej - Mówię prawdę. Myślicie, że jak wasze dzieci dorosną to będą jedli z wami ' rodzinne kolacje i obiadki ' ? Nie! Wszyscy was opuszczą bo będą mieć własne życie. Kasedy już nie wiele brakuje. - Wszyscy byli zaskoczeni tym co powiedział. Nikt nie spodziewał się po nim aż tak ostrych słów. Ponieważ nie chcieliśmy się kłócić , nic już nic nie mówił. Po chwili przeprosiłam i odeszłam od stołu. Poszłam do pokoju i przebrałam się do różowej piżamy w owce. Była już godzina 21:30, ale ja wzięłam jeszcze laptopa i położyłam się z nim do łóżka. Zalogowałam się na facebooka. Zobaczyła jedno nowe zaproszenie od nijakiego 'Zayna Malika'. Nie znałam kolesia, ale zaakceptowałam. Po upływie 3 minut dostałam nową wiadomość na czacie od mojego nowo-dodanego znajomego.
Z:
Hej
Ja: 
Cześć. Znamy się?
Z: 
Ja cię znam. Nie wiem czy ty mnie znasz. 
Ja:
No właśnie nie kojarzę. Może sprowadziłbyś mnie na dobrą drogę?
Z: 
W sensie?
Ja: 
Abyś mi powiedział skąd ty mnie znasz i skąd ja mam kojarzyć ciebie ;)
Z:
Aaa.. ok . Ze szkoły. To ty jesteś Kasedy Morgan. Najlepsza przyjaciółka Emily Grace. Miło mi. Jestem Zayn . Jestem od ciebie o 2 lata starszy. Chodzimy do tego samego liceum :)
Ja:
Już kojarzę! To ty jesteś zwycięzcą konkursu z angielskiego?!
Z:
No nie zwycięzcą. Miałem 2 miejsce. 
Ja: 
Wielka mi różnica. Dla szkoły jesteś najlepszy.
Z:
Daleko mi do bycia najlepszym. Ale, hmm.... potrzebujesz może jutro podwózki do szkoły? Chętnie cię przybiorę. 
Ja:
Wiesz gdzie mieszkam?
Z:
Jak mi powiesz to będę wiedział. :D
Ja: 
Heh. Road Street 410.
Z:
Skoro powiedziałaś mi adres to mam cię podwieźć? 
Ja: 
Pewnie. O której będziesz?
Z: 
7:15.
Ja: 
Tak wcześnie?!
Z:
Jestem 'rannym ptaszkiem' :D 
Ja:
Haha! Spoko. A teraz idę spać. To do jutra.
Z:
Cześć.
____________________________

Usłyszałam dźwięk  budzika. Byłam bardzo zmęczona bo nigdy nie wstawałam tak wcześnie. Wyciągnęłam rękę i nacisnęłam guzik na budziku aby go wyłączyć. Była godzina 6:15. Za godzinę miał przyjechać Zayn. Muszę przyznać, że z tego co widywałam go w szkole, był przystojny. Nawet bardzo. Gdy zaproponował mi podwózkę, miałam motylki w brzuchu. Nie spodziewałam się tego po jednej, krótkiej rozmowie. 
Poszłam do łazienki , ściągnęłam piżamę i weszłam pod prysznic. Pozwoliłam aby przez 15 minut gorąca woda swobodnie po mnie spływała. Uspokajało mnie to. Zaraz po wyjściu owinęłam się miękkim ręcznikiem i wysuszyłam moje brązowe włosy, po czym spięłam je w kucyk. Potem nałożyłam podkład i puder, a następnie pomalowałam oczy tuszem. Podeszłam do szafy by wybrać dla siebie jakieś ubrania. Postanowiłam ubrać czarne dżinsy i białą , luźną koszulę. Po chwili zauważyłam, że była już 7:00. Zeszłam po cichu do kuchni , licząc na to, że nikogo nie obudzę. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy prócz Susan już nie spali. 
- Cześć skarbie. Ty już ubrana? - odezwała się mama podchodząc do mnie i całując mnie w czoło. - Co spowodowało, że tak wcześnie wstałaś? Hmm? - Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nie mogłam im powiedzieć, że jadę do szkoły z chłopakiem, którego ledwo znam, a poza tym zadawali by mi milion pytań na jego temat Zayna, na które nie znałabym odpowiedzi.- Więc? 
- No cóż .. hmm.. tego.. Emily poprosiła mnie , abym była wcześniej w szkole , bo chciałaby powtórzyć ze mną projekt na angielski. Przyjedzie po mnie jej kolego, bo Emi stwierdziła, że o tej porze nie będę w stanie się ruszać. Heh..-  chyba udało mi się wymyślić dość dobrą wymówkę.
- Jaki kolega? - i tu zamarłam. Myślałam, że pytania się skończą.
- Właściwie to nie wiem. Podobno fajny. A teraz przepraszam, ale muszę zjeść śniadanie. - powiedziałam z nadzieją, że odpuszczą. I tak też się stało. Mama się nie odzywała, a tata z bratem kontynuowanie zjadanie kanapek. 
Ja zjadłam tylko jabłko, a na lunch wzięłam sobie 2 kromki chleba z serem. Zanim zdążyłam się obejrzeć była już 7:15. Po chwili pod dom przyjechał czarny samochód. Pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu. Byłam zdenerwowana. Nie wiedziałam co mam powiedzieć gdy wejdę do samochodu i o czym będziemy rozmawiać w środku. Otworzyłam drzwi i wsiadłam. 
- Hej .- odwróciłam się do niego i zapięłam pasy . On mi odpowiedział, po czym ruszył. Był ubrany cały na czarno. Jego ciemne włosy mieszały się z czarnym kapeluszem. 
- Jaką masz pierwszą lekcję?- zapytał.
- Fizykę. - odpowiedziałam .
- Ja biologię. Nie znoszę fizyki. 
- Heh-uśmiechnęłam się - ja też nie. 
- Nie zdziwiło cię to, że koleś, którego ledwo znasz zaprasza cię na fb. i od razu piszę?
- Niekoniecznie ; ) - znowu się uśmiechnęłam.
- Czyli mam rozumieć, że to nie nowość ? - w jego słowach było czuć sarkazm. 
- Nie no nie nowość. Ale jakoś mnie to po prostu nie zaskoczyło.
- Spoko.-  przez resztę jazdy prawie się nie odzywaliśmy. Rozmawialiśmy tylko na temat szkoły i mojej przyszłej kartkówki z historii. 
Chwilę później dojechaliśmy na szkolny parking . Byłam na siebie zła , bo chciałam zrobić na nim wrażenie, a wydawało mi się, że byłam nudna . Wyszłam z samochodu i zatrzasnęłam za sobą drzwi. 
- To cześć. Dzięki za podwózkę. - powiedziałam idąc przed siebie i nie odwracając się.
- Czekaj! - krzyknął. Odwróciłam się, on podszedł do mnie, a moje policzki się zarumieniły. - Mam pytanie. - po tych słowach poczułam motyle w brzuchu. 
- Tak? - zapytałam 
- Umówiłabyś się ze mną? - zaskoczona, uśmiechnęłam się tylko wahająco ... 

2 komentarze:

  1. Kurde *O* fajnie się zapowiada! Co ona odpowie ! Kurde. Ale mało jeszcze wiemy na temat Zayna...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się zdaję, że ten blog ma możliwość rozwinąć się tak jak danger. Oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń