- Przykro mi, ale muszę iść na lekcję - powiedziałam , kierując się w stronę szkoły. - Pa!
- Taa... cześć. - odpowiedział i również szedł w stronę klas. Byłam trochę rozkojarzona. W końcu dopiero co go poznałam, a on już zaprasza mnie na randkę. A może on nie proponował randki ? Może to miało być tylko ' przyjacielskie spotkanie ' . Co ja plotę?! Przecież w tych czasach , coś takiego już nie istnieje. Nie powinnam jednak o tym myśleć. Teraz powinnam skupić się na lekcjach.
______________________
Siedziałam w ostatniej ławce z Emily i czekałam z niecierpliwością na dzwonek. To już ostatnia lekcja. Nie mogłam się doczekać gdy pani Hemming przestanie opowiadać o wojnie 100 letniej i będę mogła wrócić do mojego nudnego życia. Nauczycielka bardzo wczuwała się w to co mówi. Widać, że kocha swoją pracę. Ale jak można interesować się wojnami? To co było już nie powróci. Oparłam głowę o rękę.
- Nie śpij Kasedy. Zaraz dzwonek . Jeszcze 3 minuty. - powiedziała Em , wyciągając z piórnika ołówek i rysując coś na wewnętrznej stronie tylnej okładki zeszytu.
- Nie śpię. Ale nie interesują mnie wojny. Jak ona może się tak ..... - przerwałam , czując na sobie zimne spojrzenie pani Hemming.
- Jak ona co , panno Kasedy? - zapytała - Jak ona co?!- powtórzyła, prawie krzycząc.
- Yyy....no wie pani. Chodziło mi o to, że...- znów nie dokończyłam, bo przerwał mi dzwonek. - Oj jaka szkoda! Chyba musimy już iść do domu! -krzyknęłam.
- O nie panno Morgan. Ty zostajesz, a reszta może wychodzić.- po tych słowach wszyscy zaczęli się pakować. Emily wychodząc, posłała mi spojrzenie mówiące 'powodzenia'. W tym momencie bardzo go potrzebowałam . Ostatnio pani często mnie upomina. To za rozmawianie, to za nie uważanie , itp. Kiedyś to musi się skończyć.
Gdy wszyscy opuścili klasę, ja spakowałam się i podeszłam do biurka.
- Co się z tobą dzieję Kasedy?! Od pewnego czasu wcale nie uważasz na mojej lekcji. Jesteś wzorową uczennicą i wiem o tym, ale twoje oceny z historii lecą w dół. Co się stało? - mówiła stanowczo.
- Sama nie wiem. Może po prostu nie interesuję mnie wojny.- mówiłam, żałując od razu swoich słów, bo wiem, że ten dział jest ulubionym działem pani Hemming.
- Jak to cię może nie interesować ?! Przecież to jest...
- Nudne? -przerwałam jej.
- Chciałam powiedzieć wspaniałe. - jej mina zrobiła się jeszcze bardziej surowa. Nie wiedziałam co mam mówić. - W takim razie chcę aby się pani poprawiła. W innym razie będę musiała porozmawiać z twoimi rodzicami.
- Nie ! Proszę. Ostatnim razem przytrafiło mi się to w 5 klasie! Dostałam szlaban na 3 MIESIĄCE! Wie pani ile to jest czasu?!- krzyczałam. Wszystko , ale nie szlaban.
- W takim razie liczę na poprawę. A teraz do widzenia panno Morgan.
- Taaa... do widzenia.- odpowiedziałam i kierowałam się w kierunku drzwi.
Nie mogłam uwierzyć w to co się przed chwilą wydarzyło. Jednak nie chciałam teraz o tym myśleć. Zeszłam po schodach na parking i zauważyłam, że Em już pojechała. Zawsze mnie zawoziła do domu. Widać musiałam wracać te 3 km do domu na piechotę .
Szłam chodnikiem ii rozmyślałam o swoim bezsensownym , nudnym, beznadziejnym życiu. Po pewnym czasie zobaczyłam, że zatrzymał się przy mnie samochód. Srebrne volvo. Otworzyła się szyba od strony pasażera i ujrzałam te przepiękne brązowe oczy. Stanęłam jak wryta.
- Hej - powiedział chłopak - Potrzebujesz może podwózki ? - skinęłam głową bo nie umiałam się odezwać.-To wskakuj.- powiedział. Bez chwili zawahania , otworzyłam drzwi , usiadłam i zapięłam pasy. Chłopak ruszył. - Jak się nazywasz? - zapytał.
- Kasedy . A ty? - odpowiedziałam , w końcu się odzywając,
- A ja Bieber. Justin Bieber. - po powiedzeniu tego zaczęłam się głośno śmiać.- Co w tym śmiesznego? - powiedział, a ja poczułam się głupio.
- No bo wiesz. Powiedziałeś to tak jak Bond. James Bond - znowu zaczęłam się śmiać, ale ciszej.On jednak patrzył na mnie jak na wariatkę. - To tylko żart. - tłumaczyłam się.
- Taaa... nie śmieszny.- Wyszłam na totalną wariatkę. Chciałam tylko rozluźnić atmosferę, a wyszłam tylko na debilkę.
- Przepraszam. - powiedziała, a z oczu popłynęły mi łzy.
- Ej, ej... Ty płaczesz? - zapytał.
- To nic takiego, mam tak zawsze.
- Jak to zawsze? - kontynuował.
- Jak coś się stanie lub gdy... - zatrzymałam się nie wiedząc czy mam to powiedzieć.-ośmieszę się. - Justin uśmiechnął się i spojrzał na mnie.
- Nie ośmieszyłaś się. - starał się mnie pocieszyć. - Każdy ma inne poczucie humoru. Ciebie to może śmieszyć, a mnie niekoniecznie. Nie zwracaj uwagi na takie szczegóły. - jego uśmiech robił się coraz większy. - A teraz otrzyj łzy i kieruj gdzie mam jechać , bo już trochę jedziemy. - zrobiłam jak kazał.
- A tak racja. Zjedź na Road Street ok?- do końca jechaliśmy już cicho. Zjechał na moją ulicą, a ja wysiadłam z samochodu.
- To cześć . Do zobaczenia - pożegnałam się.
- Ej, czekaj. - odwróciłam się.- Dasz mi swój numer? - na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech.
- Pewnie. - wzięłam jego komórkę i wpisałam tam swój numer. - To narazie. - skierowałam się w stronę drzwi, a srebrne volvo za mną odjechało.
Fajne, ale przeczytałam to w 3 minuty. Bardzo krótki. Czemu?
OdpowiedzUsuńBo pisałam se z koleżanką i tak jakby trochę krótki wyszedł. Ale postaram się to nadrobić w nst. rozdziale :)
UsuńPodoba mi się. Krótki rozdział, ale liczę na rekompensatę w następnym :)
OdpowiedzUsuń